My new Real Boy
Wyobraź sobie świat, w którym nie ma kłótni wśród znajomych. Nikt nagle nie wyskakuje z tekstem, że głosował na „nie mojego prezydenta”. Ludzie nie skaczą sobie do gardeł o to, czy lepszy jest Kielecki, czy Winiary. Wszyscy są zgodni. Przyjaciele są dostępni na każde zawołanie, oferują idealne wsparcie, nigdy się nie obrażają i mówią dokładnie to, co chcemy usłyszeć.
Jak to osiągnąć?
Wystarczy wpisać kilka cech w odpowiednie okienko: wygląd, charakter, światopogląd, sposób, w jaki mówi. Klik, koło zębate się zakręci. I już, masz swojego przyjaciela lub partnera. Takiego, który zawsze Cię zrozumie, nigdy nie oceni i będzie dostępny o każdej porze dnia i nocy.
Brzmi futurystycznie? A przecież to się już dzieje.
Miłość, którą można zaprojektować
ChatGPT zastępuje wielu osobom dietetyka, trenera czy psychoterapeutę. A aplikacje typu AI Friends mają miliony użytkowników. Najbardziej znana z nich, Replika, powstała właśnie po to, by tworzyć „cyfrowych przyjaciół”. W badaniu My AI Friend: How Users of a Social Chatbot Understand Their Human-AI Friendship (Oxford Academic, 2023) użytkownicy Repliki mówili wprost, że nie traktują aplikacji jak narzędzia, lecz jak realnego towarzysza, z którym można rozmawiać o emocjach i codzienności.
W Japonii, gdzie samotność stała się problemem społecznym, pojawiły się projekty takie jak Loverse, aplikacja do „randkowania z AI”. W pierwszym roku zapisało się do niej ponad pięć tysięcy osób. Inna, o nazwie Kotomo, pozwala zaprojektować wirtualnego partnera o wybranym głosie, płci i temperamencie, by przeciwdziałać izolacji.
Scenariusz, który stał się rzeczywistością
Kiedy o tym myślę, wraca do mnie film Her. Widziałam go w kinie ponad dekadę temu, ale ten obraz wciąż siedzi mi w głowie: samotny mężczyzna zakochany w głosie. W sztucznej inteligencji, która rozumie go lepiej niż ludzie. Najbardziej uderzyła mnie wtedy nie sama technologia, ale potrzeba bliskości, bycia wysłuchanym i zrozumianym. I to, że dla człowieka spragnionego takiej bliskości może przestać mieć znaczenie, czy daje mu ją drugi człowiek, czy maszyna.
Może dlatego cyfrowe relacje tak kuszą. Są łatwe i przewidywalne. Nie trzeba tłumaczyć swoich nastrojów. Nie ma ryzyka, że ktoś coś źle zinterpretuje, odwróci się albo odejdzie. AI zawsze będzie „dla nas”.
Bliskość bez zgrzytów
Możesz stworzyć przyjaciela, który zawsze Cię zrozumie. Tylko czy pełne zrozumienie zawsze jest czymś dobrym? Czasem warto się nie rozumieć. Warto się spierać i szukać kompromisu, bo również na tym buduje się relacje. To, że jesteśmy różni, kształtuje nas. Różnice pozwalają nam zmieniać zdanie, zamiast przez lata tkwić w miejscu i kurczowo trzymać się tych samych poglądów.
Jednym słowem, pozwalają się rozwijać.
Przeraża mnie myśl, co by było, gdybym jako nastolatka wpadła w takie „AI-towarzystwo”. Być może przeszłabym przez życie z tym samym, niezmienionym punktem widzenia. Kiedy myślę o dawnej sobie, cieszę się, że spotkałam ludzi, z którymi się nie zgadzałam i którzy patrzyli na świat inaczej. Te wszystkie niezgody i zgrzyty sprawiły, że nie stałam w miejscu. Czasem to właśnie niezgoda okazuje się najbardziej twórcza.
Ryzyko jest duże
Co, jeśli jednak przestaniemy potrzebować prawdziwych relacji, bo te „sztuczne” okażą się bardziej kuszące? Jeśli wystarczy nam głos w słuchawkach, który mówi: „rozumiem Cię”? Jeśli zakochamy się w czymś, co nie istnieje naprawdę, ale sprawia, że czujemy się mniej samotni?
Zjawisko jest na tyle poważne, że zajęły się nim organizacje międzynarodowe. UNICEF w raporcie The Risky New World of Tech’s Friendliest Bots ostrzega, że AI-towarzysze mogą pogłębiać samotność i uzależnienie emocjonalne, jeśli zastąpią prawdziwe relacje. Brookings Institution pyta wprost: czy powinniśmy przyjaźnić się z AI? Pokazuje, że te aplikacje stają się codziennością zarówno wśród młodych dorosłych, jak i osób starszych, które szukają wsparcia i rozmowy.
Roboty zawładną światem?
Jak myślicie, czy naprawdę wchodzimy w czas, w którym bliskość nie potrzebuje już ciała, oddechu ani spojrzenia? Wystarczy głos, który mówi dokładnie to, co chcemy usłyszeć. Taki głos nigdy się nie zająknie, nie westchnie ani nie zamilknie z bezradności. Jest zawsze dostępny i dopasowany do naszych potrzeb.
Może więc problem nie polega tylko na tym, że tworzymy idealnych towarzyszy. Być może z czasem przyzwyczajamy się do relacji tak wygodnych, że prawdziwy człowiek, ze swoimi wadami, gorszym dniem, odmiennym zdaniem i własnymi potrzebami, zaczyna wydawać się zbyt trudny.
I może w tym tkwi największe niebezpieczeństwo tytułowego My New Real Boy. Kiedy wreszcie go stworzymy, czy nadal będziemy tęsknić za kimś prawdziwym?
.jpg)

Komentarze
Prześlij komentarz