Czy ateiści mogą obchodzić święta?
W mojej rodzinie mieliśmy wujka, który jako dziecko przeżył wojnę. Widział śmierć na ulicy. Głodował, był bity przez żołnierzy, którzy osaczyli miasto. Wychowywał się bez ojca, w skrajnej biedzie, a jego mama pracowała ponad siły, żeby zapewnić dzieciom jakikolwiek byt. Opowiadał nam tak bolesne historie ze swojego dzieciństwa, że mimo iż od lat nie ma go już między nami, wciąż doskonale je pamiętam.
Wujek po tych wszystkich doświadczeniach stracił wiarę w Boga. Stał się zagorzałym ateistą, bo w jego głowie nie mieściło się, jak Bóg mógł na coś takiego pozwolić. Mimo braku wiary świętował z nami Boże Narodzenie. Traktował je jako tradycję i okazję do spotkania z rodziną. Dla mnie od dziecka było więc oczywiste, że osoby niewierzące również mogą obchodzić święta.
A jednak co roku widzę komentarze, że ateiści nie powinni obchodzić świąt. Zarzuca im się, że „mają czelność” ubierać choinkę czy robić kalendarz adwentowy.
Ale o co tak naprawdę chodzi w świętach?
Oczywiście, Bóg się rodzi, moc truchleje. Ale też o miłość, przebaczenie, wyciągniętą dłoń, życzliwość i pomoc potrzebującym. Dlaczego więc ludzie, którzy w Boga nie wierzą, mieliby nie pielęgnować właśnie tych wartości? Czy wykluczanie kogokolwiek jest przejawem miłości i tolerancji, o których mówi religia katolicka?
Boże Narodzenie jest mocno zakorzenione w polskiej tradycji. To święto rodzinne, czas spotkań i wspólnego siedzenia przy jednym stole. Jeśli więc w rodzinie jest ktoś, kto stracił wiarę, czy naprawdę powinniśmy wyrzucać go poza nawias? Nie zapraszać do stołu? Nie dać prezentu, bo jest „niegrzeczny”?
Tradycja katolicka czy pogańska?
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że część zwyczajów, które dziś kojarzymy z Bożym Narodzeniem, ma korzenie starsze niż chrześcijaństwo. Dawne obrzędy związane z zimowym przesileniem odwoływały się między innymi do słońca, natury i nadziei na powrót światła. Z czasem niektóre z tych zwyczajów zostały przejęte lub przekształcone przez chrześcijaństwo i otrzymały nowe znaczenie.
Zieleń, światło, wspólne ucztowanie czy obdarowywanie się prezentami pojawiały się w różnych kulturach i tradycjach jeszcze przed chrześcijaństwem. Z czasem wiele z tych symboli stało się częścią świętowania Bożego Narodzenia.
Więc zanim ktoś powie ateiście, że „przywłaszcza sobie święta”, może warto najpierw poznać historię tradycji?
Myślę, że w czasie świąt nie trzeba sprawdzać, kto ma prawo usiąść przy stole. Po co punktować kogoś za to, że nie chodzi do kościoła, a łamie się opłatkiem? Może zamiast oceniać, warto zastanowić się, dlaczego dana osoba straciła wiarę. Może przeżyła coś, co całkowicie zmieniło jej sposób patrzenia na Boga. A może po prostu nie wierzy i dobrze jej z tym.
Dlaczego tak łatwo oceniamy, a tak rzadko próbujemy zrozumieć?
A może, zapraszając taką osobę do wspólnego świętowania i akceptując to, że przeżywa ten czas inaczej, pokażemy własnym przykładem, że Bóg rodzi się także w nas?


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz